Znani i cenieni na świecie tancerze tanga, również ci rodem z Argentyny, z zadziwiającą u nich zgodnością, tak mówili o swoich wrażeniach z milong w Polsce: „Ludzie są tu bardzo mili, otwarci, inteligentni, nieźle tańczą..., dlaczego, więc, na milongach poruszają się w sposób tak chaotyczny i niezdyscyplinowany jak początkujący tancerze? Dlaczego jest tyle kolizji, przeszkadzania sobie na parkiecie, wyprzedzania, rywalizacji? Czy tu trwa jakiś wyścig?”.
Artykuł autorstwa Irka Michalewicza przedrukowany ze strony "Tangoki".
|
|
|
|
Pytania tego typu pojawiają się dość często zarówno w rozmowach jak i w korespondencji i zawsze powodują naszą konsternację. Co jest powodem tej konsternacji? Zacznijmy może od początku.
|
|
|
Wpis ten powstał inspirowany artykułem internetowym Neya Melo. Ten mistrz tanga napisał swój tekst wyraźnie dręczony kalifornijskimi „barbarzyńskimi” obyczajami milongowymi.
Wiele problemów, które Melo porusza - moim zdaniem - świetnie koresponduje z sytuacją występującą na milongach w Polsce.
|
|
|
Parkiet to najważniejsza, centralna część milongi. To niemal mistyczne miejsce, w którym muzyka dzięki tancerzom zamienia się w ruch; miejsce, w którym tancerze przeradzają się w uczucie, a uczucie w piękno? To również tutaj bywamy popychani, deptani i tratowani, a wówczas wymienione wcześniej uniesienia tracą w znacznej mierze swój czar. Trzeba więc zachować czujność! Na parkiecie obowiązują pewne zasady. Szanujmy je, żeby oszczędzić sobie i innym nieprzyjemności.
|
|