Ściema

Tekst przedrukowany z blogu Caminito

Zdezorientowani czytelnicy pytają, czym jest ta Stygia (w dodatku mroczna), o której wspominam w poprzednim wpisie. Pozwolę sobie ich odesłać do lektury ulubionego pisarza Kasi, czyli R. E. Howarda. Ja zresztą też cenię sobie wysoko jego cykl o Conanie, aczkolwiek nie tak wysoko jak twórczość łacińskich poetów wczesnorenesansowych?

Ale dość pogadanek o sztuce i literaturze. Pociągnijmy wątek techniki (za włos).

Osoby, które były już w Buenos a w każdym razie mają za sobą lekcje u wielu nauczycieli przyjmą mój wywód tuszę spokojnie i ze zrozumieniem. Pozostali czytelnicy mogą być oburzeni i zaszokowani. Któż jednak powiedział, że tango to domena niebiańskiego ładu?

Ponadto obiecałem wam szczerość, nie dziwcie się tedy, że będą jak ów ptak, co własne gniazdo kala, podcinając w dodatku gałąź, na której siedzi.

Słowo się rzekło, kobyłka u płotu: wielu nauczycielom tanga (na szczęście nie wszystkim), a nawet nauczycielom znakomitym, zdarza się ściemniać. (Pokazałem ten tekst superMiodkowi, Kasi. Zarzuciła mi, że ściema to zbyt mocne określenie. Moim zdaniem jest to słowo dosyć łagodne, bardziej zbliżone do krętactwa niż do kłamstwa czy oszustwa. Uprzejmie proszę więc czytelników, by ? czytając ten tekst ? tak właśnie je rozumieli, nie zważając na oprawę graficzną dzieła, mającą żartobliwy charakter. Dodać też pragnę, że wszelkie podobieństwo do osób żyjących ? lub martwych ? jest czysto przypadkowe. Wreszcie uprzedzam, że mam świetnego adwokata).

Oszust

Tango to taniec o korzeniach ludowych, taniec nieskodyfikowany, szalenie różnorodny. Do niedawna zresztą za dobrego tancerza uchodził ten, kto miał indywidualny, charakterystyczny, rozpoznawalny i niepowtarzalny styl*(dla niezorientowanych: * oznacza tu przypis dolny). Co więcej, jest to taniec podlegający modom i zmianom. Dziś już nikt, lub prawie nikt, nie tańczy w stylu nazwijmy go umownie stylem Copesa który obowiązywał do początków lat 90-tych, a na peryferiach tangowego świata jeszcze dłużej. Niektórzy tancerze, choć tańczą zupełnie inaczej, ucząc, powtarzają dość bezrefleksyjnie to, co usłyszeli od własnych nauczycieli. Inni, przeciwnie, zapędzają się w odnowie tak daleko, że przekazują jako rzecz absolutnie oczywistą coś, co sami stosują dopiero od dwóch miesięcy. Ponieważ wszyscy znają się tu jak łyse konie, każdy doskonale wie, że w tangu nie ma jednej, dwóch czy nawet dziesięciu technik. Że zupełnie inaczej tańczą nie tylko nuewowiec, salonowiec i milonguero, ale także osoby, które zaczynały przygodę z tańcem od tanga z jednej strony, z drugiej zaś te, które wcześniej tańczyły coś innego. Ba, że zupełnie inną technikę stosuje osoba, która od dziecka chodziła na balet, od tej, która bawiła się wówczas w taniec współczesny. A jeszcze inną ktoś po folklorze i adept swinga. Inną gość, który przed tangiem uprawiał boks, od tego, kto dochrapał się 3 Dana w karate. Wysoki od niskiego. Chudy od grubego. A najdziwniejsze, że wszystkie te techniki, choć tak od siebie różne, są w dużym stopniu kompatybilne (dzięki temu różni ludzie mogą ze sobą tańczyć). Nauczyciele często jednak udają, że nic o tym nie wiedzą. I to właśnie nazywam ściemą.

Aby zrozumieć, co mam na myśli, pokuśmy się o prosty eksperyment. Wybierzmy się (w krótkim czasie) do kilku nauczycieli i zadajmy wszystkim jedno pytanie, np.: gdzie mieści się centrum. Albo: jak poprowadzić obrót w lewo. Idę o zakład, że każdy z naszych interlokutorów udzieli nam innej odpowiedzi (ale niemal zawsze będzie to odpowiedź kategoryczna). Kornie też donoszę (w pysku), że w tym sezonie centrum znajduje się gdzieś między górną częścią mostka a dolną częścią odcinka lędźwiowego kręgosłupa, co zależy nie tyle od anatomii, ile od widzimisię odpowiadającego (zawsze ze świętym przekonaniem) mistrza. Niezły rozrzut, prawda? Co do obrotu, to jeden głosi, żeby koniecznie otwierać lewe ramię, drugi, żeby broń boże tego nie robić, gdyż trzeba zamykać prawe, trzeci wybiera złoty środek i każe zamykać przy cruce atras partnerki a otwierać przy jej cruce adelante, czwarty wreszcie poucza: furda ramiona, panowie, łokcie ? oto, co się liczy.

O takich sprawach jak stawianie stopy czy "praca" miednicy nawet nie wspomnę. Nie mówię też o tancerzach, którzy zalecają coś innego od tego, co sami (cudownie) robią.

Tak naprawdę wszyscy (lub wszyscy bez mała) mają rację. Rzeczy, które zalecają, sprawdzają się doskonale w obrębie pewnego systemu (złożonego z wielu powiązanych zaleceń). Ściema polega na udawaniu, że to, co sami proponujemy, jest jedynym możliwym rozwiązaniem.

Ściema do kwadratu (bardzo popularna) na tym zaś, by zademonstrować najpierw technikę właściwą (naszą), a następnie złą technikę (cudzą). Oczywiście technikę właściwą demonstrujemy z wielkim zaangażowaniem i sercem, a technikę niewłaściwą niechlujnie, koślawo, na szarpankę i przewracankę.

Wykażmy się dobra wolą i załóżmy, że niektórzy robią to w dobrej wierze. Nie oszukują, zgoda. Ale obiektywnie rzecz ujmując ściemniają. Na potwierdzenie tego sądu dodać mogę, że niektórzy ściemniacze przestają ściemniać, gdy ich (niedoszła) ofiara daje im choćby delikatnie do zrozumienia, że nie lubi ściem.

Dawniej na lekcjach stroniłem od polemik. Mówiłem sobie: co tam ja, mały robaczek, będę się kłócić z ludźmi, którzy na tym całym tangu zjedli zęby i inne kostne ustrojstwa. Przekładałem sobie po prostu w myślach słowa mistrza: "tak trzeba" na "osobiście wolę to robić w ten sposób" i wszystko grało. Słuchałem tego, co mówił, spijałem wszystko z dzióbka. Co mi się podobało kupowałem. Na resztę nie zważałem.

W tym roku nabrałem hardości (pewnie przez to rzucanie palenia), wdaję się w dyskusję przy byle okazji i zasypuję nauczycieli pytaniami z prędkością karabinu maszynowego skrzyżowanego z Tomkiem G. Wielki mistrz Rodrigo Rodriguez mówi mi: „tutaj musisz wykonać to na sposób x, bo inaczej będziesz wyglądać jak wołek zbożowy”? Ha! Robię wielkie oczy i wtrącam: „to fascynujące i niesamowite! Właśnie wracam z lekcji u twojego kolegi, wielkiego mistrza Ricarda Ricardasa, który wszak w tańcu wygląda niczegowato, a przecież wykonuje to na sposób y, nie x”. Rodrigo, miast się zaperzyć i wyrzucić mnie na zbity pysk, od razu spuszcza z tonu i zmienia tryb z nakazującego na wyjaśniający. Zaczyna tłumaczyć co, dlaczego, i w którym momencie. Jakie są zalety, a jakie wady danego rozwiązania. Do czego ono pasuje, a do czego nie. A w końcu przyznaje: „słuchaj, wiem, że można to robić na wiele sposobów, jasne; ja wolę to robić tak, bo mnie osobiście inne sposoby wydaja się trudniejsze”. Gdy jestem w złym humorze nie odpuszczam i drążę temat z sadystycznym błyskiem w oku: „a dlaczego trudniejsze?” Mistrz ma mnie już po wyżej uszu, rzuca więc, w nadziei, że to wyczerpie temat, coś w rodzaju: „bo mam wyjątkowo krótkie mięśnie brzuchate łydki”. Miałbym się poddać? Nigdy! „A dlaczego właśnie ich długość przeszkadza Ci w tej określonej technice, a pomaga w tej drugiej, złociutki” – pytam. W tym momencie nawet największy mistrz i chojrak ustępuje pola i ucieka z dzikim krzykiem.

Polska-Argentyna 1:0!

Oszust

Na pewno pamiętacie taką scenę: coś wam nie wychodzi na zajęciach… Podchodzi mistrz i mówi (dajmy na to): spróbuj podnieść lewe ramię. Po chwili zaczyna wam wychodzić lepiej. Jesteście wniebowzięci. Wreszcie ktoś wam pokazał jak grać w te klocki. Cudownie.

Następnym razem pokuście się o drobny eksperyment. Gdy zacznie wam już wychodzić lepiej, spróbujcie jeszcze raz, teraz jednak lewe ramię obniżcie! Nie gwarantuję, że zadziała to w 100% (po pierwsze nie wszystko ściema co się świeci, po drugie są różne rodzaje ściemy), ale niewykluczone, że odczujecie jeszcze większą poprawę.

Psychologiczne sztuczki, ściema, czy wielka tajemnica tanga? Nie wiem.

Ba, rzucam tym kamieniem (dla hecy raczej niż ze złości), choć pewnie sam nie jestem bez winy. Jeśli zdarzało mi się ściemniać, biję się w kształtną pierś i obiecuję poprawę.

Jako że jesteśmy już przy temacie ściem to warto wspomnieć o jeszcze innym jej rodzaju. Mam na myśli antagonizmy „nuevo”/salon/milonguero. Wiem, że rozczaruję wielu czytelników Hyde Parku, prawdziwych (jak to się drzewiej mówiło) pasjonatów, ale te wzajemne krytyki i połajanki to przeważnie spektakl na użytek turystów. Wielki mistrz tanga tradycyjnego, który w rozmowie z wami pomstuje, że to, co robią te straszne młodziaki w dżinsach to nie jest tango, poprosi tychże młodziaków, by zatańczyli na milondze z okazji jego urodzin, będzie gorąco oklaskiwał ich pokazy itd. W końcu to są jego byli uczniowie, albo dzieci jego najdroższych przyjaciół, w każdym razie bliscy mu ludzie, których zna, lubi, szanuje! Nuewowiec, który w rozmowie z wami pozwala sobie na przedrzeźnianie drepczących, pogarbionych staruszków, w gronie Argentyńczyków będzie zaręczać, że właściwie to tamci wszystko wymyślili (a w każdym razie wszystko, co ważne).. Młodziutka mistrzyni „tango salon” woli tańczyć z rówieśnikami w krótkich spodenkach w la Virucie – że już o nuewowej górze snobistycznego mięcha nie wspomnę – niż z nobliwymi panami w „La Baldosie”. I tak dalej, i tak dalej. Dla olbrzymiej większości tutejszych „profesjonalistów” liczy się różnica między dobrym a złym tangiem, między oryginalnością a kopiowaniem, między sztuką a rutyną, sprawnością a partactwem. Różnica, która w żadnej mierze nie pokrywa się z podziałami „stylistycznymi”. Młodzi salonowcy dokształcają się na zajęciach u mistrzów „nuevo” (wystarczy poczytać ich CV), a mistrzowie „nuevo” odwiedzają raz na jakiś czas Balmacedę czy innego Peraltę, żeby wrócić do korzeni. Ba, niektórzy „nuewowcy” stosują technikę bardzo tradycyjną, a niektórzy „tradycjonaliści” stosują technikę kosmicznie wprost nowoczesną.

Na koniec podam ekstremalny przykład ściemy, ściemy dotyczącej nie tyle świętej techniki czy świętych podziałów, ile świętych „codigos”. (to jedna z moich ulubionych tangowych anegdotek, więc pewnie wielu z was już ją zna).

Rzecz ma miejsce nie w Buenos, ale w Berlinie. Trzy lata temu. Jesteśmy z Kasią na naszym pierwszym zagranicznym festiwalu. Ba, na lekcji z Wielkim Mistrzem. WM wodzi wzrokiem po sali i mówi: „trzeba wrócić do podstaw. Abrazo. Panowie! Najpierw musicie wyciągnąć lewą rękę. Partnerka podaje wam prawą dłoń, dopiero wtedy obejmujecie ją w pasie swoją prawą ręką. W Buenos Aires poznaje się turystów właśnie po tym, że robią odwrotnie. Najpierw rzucają się ją obejmować prawą ręką, co wygląda idiotycznie. Nigdy, ale to nigdy tego nie róbcie. To podstawowa zasada!”. Wow! Boski WM objawił nam tak ważną tajemnicę. Czemu nikt nam wcześniej o tym nie powiedział! Rok później, w tym samym Berlinie, zajęcia z innym WM (z tej samej zresztą parafii, ba, w pewnym sensie nawet z tej samej rodziny). WM2 rzuca spojrzeniem po sali i tako rzecze: „kiepsko u was, widzę, z podstawami. Objęcie, objęcie panowie, zacznijcie taniec jak należy. Najpierw musicie objąć partnerkę prawą ręką w pasie. Dopiero później wyciągacie rękę lewą. W Buenos Aires poznaje się turystów właśnie po tym, że robią odwrotnie, jak ostatnie niemyte chamy. Trudno sobie wyobrazić coś mniej estetycznego. Błagam was i zaklinam, nie róbcie tego nigdy”. Tym razem nasz entuzjazm był nieco mniejszy. Po pierwsze WM2 to jednak nie to samo, co WM. Po drugie, byliśmy wtedy świeżo po pobycie w Buenos, gdzie mogliśmy się przekonać, że jeden zaczyna taniec tak, inny śmak, a jeszcze inny inaczej. I nikogo to nie obchodzi w najmniejszym stopniu. po prostu nie ma to znaczenia.

Niestety, nawet wśród WM zdarzają się osoby, które wierzą w zasadę: im tańsza ściema, tym więcej uczniów (i to tych bardziej nadzianych). Ludzie gotowi są sporo zapłacić za proste rozwiązania: „masz to zrobić tak a tak”. Nauczyciela, który tłumaczy: „można to zrobić tak ALBO tak. A w sumie to również tak, wybór należy do ciebie” – nikt nie potraktuje poważnie. Ba, w niektórych kręgach będzie uchodził za hochsztaplera.

Do powyższych uwag muszę dodać jedną uwagę: wcale nie wykluczam, iż ściemniacze mogą mieć lepsze wyniki pedagogiczne od tych, którzy od ściemy stronią (jak już wspominałem ściema przeważnie działa)…

Rozważanie tego filozoficznego paradoksu naraziłoby nas jednak na demencję, a w każdym razie zaprowadziłoby nas za daleko. Kończę tedy, oczywiście zapraszając do dyskusji (pochlebiam sobie, że dotykam spraw być może nudnych i banalnych – w końcu nie napisałem nic o ciuchach – ale na swój sposób istotnych).

A teraz, słodziutcy, blok reklamowy. W najbliższym czasie ukaże się na tych łamach:

1)subiektywny ranking nauczycieli, którzy nie ściemniają.

2)konkurs.

Tak więc NIE SPUSZCZAJCIE NAS Z OCZU!

* Piszę „do niedawna”, gdyż dziś jest już chyba inaczej. I nie chodzi tylko o to, że zdolni amatorzy wkładają mnóstwo wysiłku i pieniędzy w to, żeby tańczyć jak X czy Y (azjatyckie klony Javiera Rodrigueza, które rok temu święciły tryumfy na tutejszych parkietach, gdzieś się ulotniły. Widzieliśmy za to idealną chorwacką kopię Pabla Rodrigueza!). Nawet wśród zawodowców mimikra staje się cnotą. Na tegorocznym CITA (a więc imprezie, która z założenia ma gromadzić największe gwiazdy i indywidualności danej chwili) wystąpiły aż dwie pary asystentów Julia i Coriny, będące wiernymi replikami tych świetnych tancerzy. Skądinąd sam Julek i Corina swój występ w ostatniej chwili odwołali (szczegóły na tangowym Pudelku).

Polecamy:
Wybierz kurs tanga argentyńskiego dla siebie. Kursy tanga - Warszawa.
Przed wybraniem kursu tanga proponujemy przeczytać artykuły z naszego działu Jak uczyć się tańczyć tango.
Jak rozpocząć naukę tanga?
Zapiszę się na kurs i będę przychodził raz w tygodniu, a po roku to... ho, ho, ho. Otóż nie do końca tak jest. Tango argentyńskie w rzeczywistości różni się od większości tańców (nie tylko innym zestawem figur, które się tańczy). Na specyfik...
Warsztaty tanga w Warszawie
FAQ: Jak tańczyć tango?
Na milondze - w porównaniu z atmosferą lekcji - sytuacja się zmienia, jest inna. Nikt Cię serdecznie nie wita (na ogół), gdy przychodzisz na milongę, nie dostajesz pochwały, gdy zatańczysz prostą figurę...
Warsztaty tanga z Cecilią Piccinni
Cecilia Piccinni to jedna z najlepszych i najsympatyczniejszych tancerek tanga. Występowała na całym świecie na największych festiwalach, pracowała w słynnej szkole Tango Brujo, współpracowała z najwybitniejszymi tancerzami (dając pokazy i ...
loading
WAŻNE: na naszych strona stosujemy pliki cookie.
Korzystanie z tej strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Twoim urządzeniu końcowym, na co wyrażasz zgodę. Możesz w każdym czasie dokonać zmiany ustawień dotyczących cookies.