O wyższości św Bożego Narodzenia nad Wielkanocą…

Skip Navigation LinksTango Querido > Tango Querido > O tangu > Inne teksty > O wyższości św Bożego Narodzenia nad Wielkanocą…
Ocena: 5,5 (2)
Pewna dyskusja prowadzona przy pomocy poczty internetowej jakiś czas temu. Zdecydowanie nie należy brać jej zbyt poważnie :-)

E-mail 1:

"Sprawa tyczy się mojego zdania, że Arce poszedł do przodu, natomiast Chicho utknął. Pragnę wyjaśnić skąd urodził mi się taki pogląd. Zatem, do roboty!! :)
Chicho.
Znudzony, znużony, obrzydliwy dziad odwalający z wielką łachą swoją robotę i nieszanujący swojej (GENIALNEJ!!) partnerki. Chłop jest tak rozbisurmaniony, że dostaje w trakcie tańca brawa z ABSOLUTNIE dla mnie niezrozumiałych powodów! Szajba mu odbiła i widać to w każdym kroku tego pokazu.

Na tym i na innych pokazach z tego okresu tańczy bardzo przeciętnie, niechlujnie i nieelegancko. Być może ma gorszy moment...
A jeszcze rok temu było zgoła odwrotnie, mi odbierało mowę...

A teraz o Arce.
1. Po pierwsze japę ma prostaka i palanta i nie ma o czym mówić.
2. Po drugie nigdy za jego tańcem nie przepadałem i
3. po trzecie, jak zapewne wiesz, nigdy nie byłem i nie jestem zwolennikiem "domu latających sztyletów", jednak...ale po kolei... ;)
Mając na uwadze powyższe punkty, prześledź bieg wydarzeń ;)

Uwielbiam walczyk "Pobre flor", a wykonanie balmacedów (mimo, że się rąbnęli w środku) jest nie do pobicia ze względu na dynamikę, interpretację i miękką "słodycz" Julka oraz jego miliony kroczków na sekundę:

Ponieważ ostatnio wałkowaliśmy temat walczyków, to przyszło mi do głowy zerknąć jak "Pobre flor" tańczą inne pary. Kilka mistrzowskich nazwisk przejrzałem ale, nie wliczając balmacedy, z przykrością musiałem przyznać że bezkonkurencyjny był Arce...

Tak oto Arce po latach niełaski wrócił do mnie i postanowiłem dać mu szansę. Oglądałem jego pokazy i... no cóż, kulawo to on nie tańczy ale położył mnie na łopatki tym:

Choć powtarzam - nie lubię tego typu tańca, to zatańczyli genialnie i z ogromnym ogniem. Nigdy wcześniej nie widziałem na żadnym pokazie żeby Arce tańczył w ten sposób, więc wnioskuję że facet nie osiadł na laurach, tylko (sporo!) ćwiczy i mu się chce!!
Co do Mariany, może i jest sztywna, ale sucz bosa chodzi mu jak petarda i ani drgnie z osi. Nie porównuję jej do Sepulvedy, tylko życzę każdej partnerce żeby miała taką dynamikę, uziemienie i świadomość reakcji ;)

Oto skąd moje zdanie o Chich vs Arce, którym się wczoraj z Tobą podzieliłem na milo :)"

Odpowiedź:

"Odpowiedź na Twój e-mail nie jest oczywista. Ogólnie nie przepadałem za stylem jednego i drugiego, ale wszystko zmieniło się w Lizbonie.
Co do Arce - nie twierdzę, że facet nie umie tańczyć - umie i to świetnie, a ten Pobre Flor jest zatańczony tak jak lubię (może to nie choreografia, które w ich wykonaniu wkurzają mnie strasznie) - bardzo podoba mi się interpretacja muzyki (że też muszę to napisać!), natomiast co do Marianki zdania nie zmienię - wygląda na twardą (choć może nie w tym Pobre Flor), jest twarda i sztywna w trzymaniu, a że wybić się z osi nie da... czołgu też rączkami nie przepchniesz :) Może dlatego na warsztatach dostała ode mnie w drugim kroku kopa - nie jestem przyzwyczajony przykładać takiego wektora do partnerki.
Oczywiście w żadnej mierze nie polemizuje z punktami 1,2,3, które napisałeś, wygląda jak palant, zachowuje się jak palant i być może to daleko idący wniosek - jest palantem. Darowałbym mu wszystkie te wady, gdyby genialnie poprowadził warsztaty. Na pewno umie - KiM zachwalali go bardzo jako nauczyciela. Nazwać te warsztaty rozczarowaniem byłoby gruuubym niedomówieniem. Ględził (czasami niegłupio, czasami absolutnie bez sensu) jakieś 70% czasu, ewidentnie wsłuchany w swoje słowa. Cholera, niech napisze książkę! Pokazał jakiś układ (zaczynało się to giro z dwoma voleos i sacadą partnera) i... róbcie. Przy okazji serwował oczywiście swoje "złote mysli", z których najbardziej zdenerwowała mnie następująca: "moi nauczyciele to w ogóle nic nie mówili tylko pokazali układ i nawet go nie powtórzyli". Dobra bucu, ale czy oni dostawali za godzinę 400 Euro! Zakończył układ potwornie trudnym do poprowadzenia obrotem z ciągłym przyspieszeniem i według mnie w colgadzie - tłumacząc nic. Po tym koncercie sprawności nauczycielskiej już nie miałem ochoty wracać do niego na zajęcia - z jednych udało nam się uciec do Chicho!
Jestem więc do niego uprzedzony - kropka! Może stąd moja niska ocena jego pokazów - choć faktycznie wybrane przez ciebie "Pobre Flor" ogląda się z dużą przyjemnością.
W Lizbonie nie pokazał nic co by mi się spodobało, ani przy pokazach, ani na warsztatach:
http://www.tangoquerido.pl/zataczyc-tango-w-lizbonie.html
http://www.tangoquerido.pl/lizbona-sebastian-mariana.html
Co do Chicho - nie rozumiałem o co ten hałas - fajnie tańczy, bardzo ładnie interpretuje muzykę, ale żeby się zachwycać...
Na początku pierwszej milongi, pokazał się dokładnie tak jak o nim piszesz "Znudzony, znużony, obrzydliwy dziad odwalający z wielką łachą swoją robotę..." A potem stał się cud. Trochę trudno to opisać, ale naprawdę jest coś w tym jak tańczy! Słowo, które przychodzi mi do głowy to magia i to trzeba przeżyć, a nie obejrzeć. Każdy ruch jest dla mnie idealnie podporządkowany muzyce... Ech! Jedyny bis w Lizbonie. Potem oglądałem filmy i to nie jest to samo.
http://www.tangoquerido.pl/lisbona-chicho-juana.html
Ja raczej bym go posądzał o jakiś lekki autyzm bardziej niż arogancję. Zabawne było, że miejsce do ukrycia, a na milongach ukrywał się! znalazł sobie przy stoliku za nami tylko w ostatnim rzędzie. Siedział cichutko z rozmarzonym uśmiechem - przezabawne!
A warsztaty - naprawdę bardzo dobre, dobrze przygotowane, dobrze poprowadzone, przecudna Juana do pomocy (według mnie jedna z najlepszych tancerek, jej umiejętność przetwarzania energii jest niesamowita) - co chcieć więcej!
Poza tym mocno nam się podlizał :) - w czasie warsztatów zapytany tłumaczył, sam to raczej nie podchodził (w odróżnieniu od Juany), ale na jednych warsztatach w czasie, kiedy coś ćwiczyliśmy, podszedł do nas i z cicha zamruczał "esssso"! J i T nazwali to "metafizycznym kontaktem z mistrzem" :)
Z tej dyskusji wyciągam stąd wniosek, że tak naprawdę najważniejsze jest, który jest w lepszym nastroju - wtedy lepiej tańczy, lepiej prowadzi lekcje etc. Trafiliśmy na dobre dni Chicho (i genialne Juany) oraz kiepskie Arce i Marianki.
Pewnie to cała tajemnica tak krańcowo różnych opinii na ich temat :)"

i zakończenie:

"Hehe... czytając Twojego maila miałem właśnie taką myśl, jaką skwitowałeś swój list, mianowicie, że wszystko zależy od pokazów jakie się obejrzy na yt, na żywo, z którym się weźmie lekcje i jakie a przede wszystkim DNIA danego maestro, czyli którą nóżką raczył wstać w dniu pokazu czy lekcji...

Zatem na dobrą sprawę nasze dywagacje są kompletnie bezproduktywne, bo gadamy o wyższości św Bożego Narodzenia nad Wielkanocą... ://"
Polecamy:
Mistrzowie tanga argentyńskiego
Tango argentyńskie nie ma wiele wspólnego z tangiem turniejowym, jakie można oglądać na przykład w "Tańcu z gwiazdami". Co zabawniejsze, nie ma również praktycznie nic wspólnego z "tangiem argentyńskim", które jest tańczone w tym programie!....
Mariano Chicho Frumboli &  Juana Sepulveda - Lizbona 2010
Pokazy tanga argentyńskiego . . . . . .
Nie ma to niestety absolutnie nic wspólnego z aktualnościami tangowego życia Warszawy, ale pozwalamy sobie zamieścić filmik jednej z najlepszych par tańczących tango (dla wielu - najlepszej): "Chicho" Frumboli i Juana Sepulveda!
Mediterranean Summer Tango Festival - 2016
Piękna okolica, piękne morze, piękne lato, piękna pogoda i tango - bez wątpienia rewelacyjne połączenie.
To niestety nie są aktualności tangowe z Warszawy, ale trudno byłoby nie opublikować tego pokazu.
loading
WAŻNE: na naszych strona stosujemy pliki cookie.
Korzystanie z tej strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Twoim urządzeniu końcowym, na co wyrażasz zgodę. Możesz w każdym czasie dokonać zmiany ustawień dotyczących cookies.