O tangu

Tango argentyńskie nie ma wiele wspólnego z tangiem turniejowym, jakie można oglądać na przykład w "Tańcu z gwiazdami". Co zabawniejsze, nie ma również praktycznie nic wspólnego z "tangiem argentyńskim", które jest tańczone w tym programie!
W artykule opublikowaliśmy kilka filmów z pokazów par, które obecnie nadają kierunek rozwojowi tanga argentyńskiego i których taniec jest dla nas inspiracją.

Pytania tego typu pojawiają się dość często zarówno w rozmowach jak i w korespondencji i zawsze powodują naszą konsternację. Co jest powodem tej konsternacji? Zacznijmy może od początku.

Wpis ten powstał inspirowany artykułem internetowym Neya Melo. Ten mistrz tanga napisał swój tekst wyraźnie dręczony kalifornijskimi „barbarzyńskimi” obyczajami milongowymi.
Wiele problemów, które Melo porusza - moim zdaniem - świetnie koresponduje z sytuacją występującą na milongach w Polsce.

Parkiet to najważniejsza, centralna część milongi. To niemal mistyczne miejsce, w którym muzyka dzięki tancerzom zamienia się w ruch; miejsce, w którym tancerze przeradzają się w uczucie, a uczucie w piękno? To również tutaj bywamy popychani, deptani i tratowani, a wówczas wymienione wcześniej uniesienia tracą w znacznej mierze swój czar. Trzeba więc zachować czujność!
Na parkiecie obowiązują pewne zasady. Szanujmy je, żeby oszczędzić sobie i innym nieprzyjemności.

Filmy z pokazu Eliny Ruiz i Tate di Chiazza w czasie milongi "Saska" - maj 2011
Lizbona, miasto idealne do tanga: romantyczna atmosfera, stare kamienice, ciemne zaułki... Lizboński festiwal tanga organizowany był po raz dziesiąty i trudno mu odmówić rozmachu. Zaproszeni zostali nauczyciele tanga należący do najściślejszej czołówki, m.in. Chico & Juana Sepulveda czy Sebastian Arce & Mariana Montes, na czterech z pięciu milong grało Sexteto Milonguero, oprawę muzyczną zapewniali DJ-e z kilku państw, w tym legendarny Felix Picherna z Buenos Aires, cały czas korzystający z magnetofonów kasetowych.
Organizacja festiwalu była zresztą bardzo sprawna (no może oprócz drobnego zamieszania z moimi rezerwacjami), wszystko przebiegało zgodnie z planem, w dobrej atmosferze.
Zdarza się, że na tangowe warsztaty idziemy na ślepo: może para prowadząca zajęcia spodobała nam się na filmie na youtubie, może ktoś ze znajomych szepnął dobre słówko o zajęciach z nimi, a może mamy wolny czas, troszkę pieniędzy i ochotę, żeby się tangowo doszkolić - czerpiąc "u źródła". Takie warsztaty to loteria, mogą być świetne, ale również zdarza się, że będą straconym czasem i pieniędzmi.
Seminarium "Radość tanga", które prowadzili Mariel i Gonzalo zdecydowanie należały dla nas do innej kategorii. Poznaliśmy ich w Buenos Aires, byliśmy na ich zajęciach
loading
WAŻNE: na naszych strona stosujemy pliki cookie.
Korzystanie z tej strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Twoim urządzeniu końcowym, na co wyrażasz zgodę. Możesz w każdym czasie dokonać zmiany ustawień dotyczących cookies.