W czym problem?
Zapiszę się na kurs i będę przychodził raz w tygodniu, a po roku to... ho, ho, ho.
Otóż nie do końca tak jest. Tango argentyńskie w rzeczywistości różni się od większości tańców (nie tylko innym zestawem figur, które się tańczy). Na specyfikę tanga wpływają dwie podstawowe cechy:
- tango rzeczywiście jest tańcem towarzyskim (nie tylko z nazwy, jak turniejowe "tańce towarzyskie"): tango jest tańczone dla przyjemności, dla chwil spędzonych w miłym towarzystwie i jest tańczone z wieloma różnymi partnerami/partnerkami.
- nie ma jednolitego kanonu tanga, choć wprowadzony został podział na trzy główne nurty (milonguero, tango salon i tango nuevo), każdy nauczyciel, a nawet każdy tanguero, ma swój własny pogląd na to, co jest tangiem, a co nie, a także ma swoją technikę czy swoje ulubione kroczki.
Te dwie cechy wpływają bardzo silnie na sposób nauki tanga. Po pierwsze nie uczymy się choreografii, tylko prowadzenia/podążania (mówiąc ogólniej: techniki tańca) oraz improwizacji. Trudno przecież oczekiwać, że każda partnerka będzie znała te same układy, co partner! Biorąc pod uwagę niejednolitość tanga, jest to bardzo mało prawdopodobne.
No to jak zacząć?
Dla prawie wszystkich jest jasne, że trzeba pójść na kurs dla początkujących. Ale który kurs, a właściwie którego nauczyciela wybrać? Obecnie, po kilku latach doświadczeń, zacząłbym od odwiedzin na paru popularnych milongach (milonga w jednym ze swoich znaczeń, to miejsce, gdzie odbywają się tangowe imprezy taneczne). W Warszawie jest wiele milong, zdarzają się nawet milongi z bezpłatnym wejściem. Warto poobserwować wybranego nauczyciela: czy w ogóle tańczy, czy tak jak tańczy podoba się nam oraz czy tańczy z wieloma różnymi partnerkami. Każda z tych cech jest oczywiście zaletą nauczyciela. Jak rozpoznać nauczyciela? Tu internet przychodzi nam z pomocą - można w nim znaleźć sporo informacji o nauczycielach tanga. Wśród tangueros coraz bardziej popularny jest Facebook. Można na tym portalu znaleźć grupy tangowe, a nawet zaproszenia na milongi, w których łatwo sprawdzić czy obiekt naszych obserwacji pojawi się na takiej milondze. Warto też popytać innych tancerzy tanga. Co prawda, w środowisku tangueros, tak jak chyba w każdym innym, chwali się głównie swojego nauczyciela, więc trzeba brać na to poprawkę, ale sam fakt, że nauczyciel ma wielu uczniów przychodzących na milongi jest bardzo silną wskazówką "za nim".
Jeżeli nie udało nam się zobaczyć nauczyciela na milondze warto od razu zadać mu pytanie testowe: jakie milongi poleca. Mętna odpowiedź to informacja - "nie za bardzo wiem, co to jest tango argentyńskie".
Kiedy wybierzemy nauczyciela zostaje już tylko zapisać się na kurs.
A może lekcje prywatne?
Lekcje prywatne bywają koniecznością, zwłaszcza wtedy gdy nie mamy możliwości uczęszczania na kurs grupowy (choćby ze względu na czas czy nietypowy plan dnia). A co, jeżeli mamy taki wybór? Odpowiedź nie jest oczywista. Jeżeli chodzi o prowadzących (z reguły są to panowie), to uważam, że zdecydowanie najlepiej zacząć od lekcji grupowych: poznajemy innych kursantów (w trudnych chwilach tanecznych będą oni nieocenionym wsparciem), tańczymy z nimi, zapoznajemy się z całym tangowym towarzystwem. Moim zdaniem warto pójść na kurs i jednocześnie próbować sił na lekcjach prywatnych - szczególnie, jeśli chcemy skupić się na konkretnym zagadnieniu.
I co dalej?
Pierwsze i najważniejsze: koniecznie trzeba zacząć chodzić na milongi, im wcześniej tym lepiej. Jeżeli Twój nauczyciel sugeruje, że "to jeszcze na to za wcześnie" , pomyśl, czy nie zmienić go na innego, a jeżeli kategorycznie Ci zabrania, bo "nie jesteś jeszcze gotowy" - UCIEKAJ!
Najlepiej zacząć podbój milong w grupie, na przykład zebrać parę osób ze swojego kursu - będziesz czuł się pewniej! Jeżeli chcesz, możesz spróbować sił na milongach dla początkujących, choć nie jest to według mnie konieczne.
Milongi to prawdziwy sens tanga!
Bardzo dobrym pomysłem jest chodzenie na różne milongi, w różne miejsca. Poznajemy w ten sposób inne style tanga, nie tylko styl preferowany przez naszego nauczyciela czy nasze środowisko. Poza tym, w ten sposób poznajemy więcej ewentualnych partnerek/partnerów. Zasklepienie się tylko w jednej grupie może skończyć się w późniejszym czasie przykrą niespodzianką typu "uczę się już dwa lata i... nie potrafię zrobić kroku z partnerką której nie znam/za diabła nie rozumiem prowadzenia nieznanego mi partnera". Zwracam na to szczególną uwagę, ponieważ jest to błąd, który popełniliśmy na początku swojej przygody z tangiem i który mścił się dłuższy czas.
Szybko odkryjemy, że każda milonga ma własny klimat i często odmienną muzykę - szybko znajdziemy to co nam najbardziej w tangu odpowiada.
A co z dalszą nauką?
Pierwszy okres nauki jest najważniejszy. Żeby szybko osiągnąć rezultaty, trzeba na to zapracować, a więc dużo tańczyć. Kurs raz w tygodniu to zdecydowanie za mało. Warto rozszerzyć zakres naszych zajęć, a oferta jest całkiem spora:
- kurs u innego nauczyciela (na początku może to wnieść trochę chaosu w nasze tango, ale nie zniechęcajmy się, to bardzo rozszerza nasze horyzonty)
- dodatkowe warsztaty u swojego lub innego nauczyciela (np. warsztaty tematyczne u innego nauczyciela)
- warsztaty z nauczycielami z Argentyny (moim zdaniem niezbędne) - trzeba tylko mądrze wybrać poziom i parę nauczycieli (niestety nie wszyscy Argentyńczycy są dobrymi nauczycielami, nawet, jeżeli świetnie tańczą - warto jednak obserwować w tańcu kogoś, kto tańczy tango od dziecka)
- lekcje prywatne (według mnie bardzo przydatne, jeżeli chce się pracować nad konkretnym elementem, który nie wychodzi lub wychodzi kiepsko)
- praktiki (można na nich, w odróżnieniu od milong, trochę poćwiczyć, np. elementy poznane na ostatnich lekcjach grupowych).
Minimum w tygodniu to kurs+praktika+milonga, ale zdecydowanie polecam tańczyć więcej, o ile zasobność portfela i czas pozwolą.
Moim zdaniem dobrze jest korzystać z zajęć u różnych nauczycieli. W naszym przypadku takie podejście zdecydowanie się sprawdziło, szkoda tylko, że nie przyszło nam to do głowy na początku naszej nauki - po prostu nie wiedzieliśmy, że tak można! Patrząc na tych z naszych uczniów, którzy właśnie w ten sposób uczą się tanga, jesteśmy często wręcz zaszokowani postępami, które osiągają.
Ucząc się tylko u jednego nauczyciela, jesteśmy skazani na techniczne naśladownictwo, co moim zdaniem nie jest dobre. Często zdarza się, że jakiś element może "działać" u naszego nauczyciela, a u nas zupełnie nie, jesteśmy przecież w inny sposób zbudowani, mamy inną zdolność ruchową, wzrost, temperament, mentalność... Inne podejście, inna technika lub choćby inne spojrzenie na nas może bardzo pomóc.
Oczywiście nasz nauczyciel z reguły prędzej zje beczkę soli niż zacznie polecać zajęcia z innymi nauczycielami (a nuż odejdziesz do tego drugiego) i oczywiście jest to zrozumiałe, ale to co jest dobre dla nauczyciela nie musi być dobre dla ucznia! Mamy internet, użyjmy go!
Co jeszcze?
Internet to potęga! Wykorzystaj go. Oglądaj filmy z pokazów i lekcji na różnych portalach (najwięcej jest na YouTube), czytaj artykuły, oglądaj zdjęcia. Nie polecam jednak w pierwszym okresie nauki uczenia się kroków z filmów, choćby nawet "szkoleniowych". Możemy ostrożnie rozszerzać nasz repertuar w ten sposób, ale całkiem nowej figury bez znajomości techniki raczej nie opanujemy, a jeżeli już nam się wydaje, że opanowaliśmy, to istnieje duża szansa, że partnerki będą miały na ten temat odmienne zdanie.
Tango to taniec towarzyski, a więc rozmawiaj z bardziej doświadczonymi kolegami, ucz się od nich, zawieraj znajomości, które pozwolą Ci wsiąknąć w tangowy światek.
Na zakończenie tangowy truizm: można czerpać przyjemność z tańczenia tanga praktycznie już po pierwszej lekcji, chociaż ci, którzy chcą tańczyć tango dobrze mają przed sobą dość długą, ale za to bardzo ciekawą drogę.
P.M.
P.S.
Ten artykuł to moje przemyślenia oparte na kilkuletnim tangowym doświadczeniu, po wielu kursach i warsztatach. Nie mam wątpliwości, że gdybym teraz zaczął tańczyć tango od początku, sam bym się do nich stosował :)