C jak Cabeceo

Do napisania tego artykułu skłoniły mnie liczne rozmowy z moimi „tangowymi” koleżankami, szczególnie tymi młodszymi stażem tangowym. Wiele pytań o Cabeceo wciąż pozostaje bez odpowiedzi. Co to takiego? A więc... Cabeceo to takie „zwierzę”, które wszyscy znają, ale nie są do końca pewni „z czym to się je”. Ja też nie...
Mam natomiast całe morze przemyśleń na ten temat.
Sama należę do „tangowych ślepców”. W półmroku sztucznego oświetlenia sali tanecznej, patrząc na drugi koniec sali, jestem w stanie dostrzec, że siedzą tam jacyś ludzie (na 100%), wśród nich dostrzegam osoby płci męskiej (na 80%), notuję również, że spoglądają w moim kierunku (na 50%) i wreszcie czasami udaje mi się skonstatować, że to właśnie na mnie spoglądają (na 20%). W języku naukowym nazywa się to nyktalopią a w tłumaczeniu na nasze – kurzą ślepotą. Dlatego też znający mnie panowie wiedzą, że w chwili gdy zapragną ze mną zatańczyć, muszą uzbroić się w narzędzie zwracające moją uwagę (np. zwitek papieru lub plastikową butelkę), następnie użyć na mnie tego narzędzia bez uszkadzania mojej osoby (na przykład przez celny rzut) lub po prostu podejść w zasięg mojego wzroku (jakieś 50 cm) i okazać zainteresowanie.
Ta krępująca ułomność mojej skromnej osoby, tym bardziej skłania mnie do przemyśleń na temat cudownego sposobu proszenia do tańca wzrokiem.
Cabeceo doskonałeJakże przyjemnie byłoby zostać wypatrzoną przez jakiegoś miłego gentelmena, skinąć mu główką i spotkać się z nim już na parkiecie. W zasadzie na tym to chyba polega.
Oczywiście, na co lepiej oświetlonych salach tanecznych zdarzało mi się już doświadczyć tej słodkości, ale bywało też tak, że na skinienie wyżej wymienionego podnosiły się dwie lub trzy gracje. Cóż za krępująca sytuacja. Podejrzewam, że moja przypadłość nie jest aż tak powszechna, więc pewnie takie nieporozumienia spowodowane są raczej naturą Cabaseo. I co tu zrobić?
Z moich obserwacji wynika, że w takiej sytuacji radzą sobie Panie – najodważniejsza z nich wybija się z szeregu i po chwili tańczy bez skrępowania, i także Panowie – podchodzą z uśmiechem do wcześniej wybranej partnerki, całkowicie ignorując pozostałe.
Obydwa rozwiązania są świetne!!!! Najważniejsze to się nie przejmować.
Zdarza się to niezmiernie rzadko, ale niejaki problem rodzi się, gdy już dostrzegę, że jakiś pan chce użyć na mnie techniki C ale nie bardzo mam ochotę zatańczyć.
Widziałam już, jak w takiej sytuacji, spłoszona tangera zaczyna nagle nerwowo grzebać w torebce w poszukiwaniu natrętnie dzwoniącego telefonu. Chyba bardziej podoba mi się podejście naszych argentyńskich koleżanek, które po prostu nie widzą takiego pana.
Swoją drogą, cóż to za cudowna umiejętność tak dobitnie pokazać, że się kogoś nie widzi.
Cóż, nasi rodzeni tancerze są dość wrażliwi na takie traktowanie, dlatego staram się unikać takich sytuacji, z nadzieją, że nie uda mi się zniechęcić do siebie rzeczonego pana. Oczywiście w swoim już kilkuletnim dorobku tangowym spotkałam dwóch czy trzech takich natrętów, których potraktowałam z ww. ostentacją. Szybciutko ustaliłam też z koleżankami, że byli tego warci i to nie ze względu na swoje umiejętności taneczne, ale dlatego, że w tangu chodziło im o coś innego niż taniec – pies ich ganiał.
Oprócz specyficznych właściwości wzroku, brakuje mi jeszcze jednej umiejętności, którą nasze argentyńskie koleżanki mają opanowaną do perfekcji, a nazwałabym ją „sztuką miotły”. Wygląda to mniej więcej tak, że siedzi sobie pani przy stoliku, w najlepsze plotkuje z koleżanką ustalając najświeższe niusy a w tym czasie, mniej lub bardziej dyskretnie, omiata wzrokiem całą salę – od brzegu do brzegu, wyszukując zainteresowanych tancerzy. Bosko – zwierzyna staje się myśliwym. Rzeczona dama ogląda wcześniej parkiet oceniając walory taneczne panów, stąd doskonale wie z kim chce zatańczyć a z kim nie. Gdy trafia na wzrok takiego gentelmena, gość jest ugotowany, szczególnie, że pani zwykle jest dla niego nie lada gratką.
No cóż – mnie jeszcze do tego daleko, ale pomarzyć warto.
Na dzień dzisiejszy, w czasie jednej milongi, zadowalam się trzema lub czterema tandami zatańczonymi z „obcym” partnerem i kilkoma z „własnym” (co swoją drogą jest rozwiązaniem niezwykle komfortowym).
Dla Pań, które nie posiadają „własnego”, całkiem niezłym rozwiązaniem są „białe tandy”. Nie spotkałam takowych na milongach w Buenos, ale w naszej rzeczywistości tangowej są dość popularne – zdarzają się na wielu milongach, i dobrze.
I tutaj uwidacznia się niezwykłe zjawisko: Panie, które tak bardzo lubią być proszone wzrokiem, same jadą „na desant” bez żadnych skrupułów. Próba zastosowania Cabeceo przed białą tandą przegrywa w przedbiegach, gdyż 5 sekund po ogłoszeniu takowej, wszystkie karty są już rozdane. W zasadzie nie wiem co o tym myśleć – nie zaryzykuję żadnych spekulacji – instynkt samozachowawczy. Sama wolę jednak stosować metodę C, myślę sobie wtedy, że jestem grzeczną dziewczynką i okazuję w ten sposób szacunek moim potencjalnym partnerom. Może się mylę ale za to lepiej czuję się we własnym towarzystwie... i zazwyczaj na białej tandzie siedzę sobie wygodnie.
Wiem z własnych obserwacji i wielu rozmów, że są Panowie, którzy bardzo lubią być proszeni do tańca (bez względu na metodę), ale są też tacy, którzy wolą bezwzględnie sami decydować o tym z kim zatańczą. I tu mój gorący apel: Panowie, jeśli nie chcecie być poproszeni do białej tandy to pokażcie nam to. Idźcie w tym czasie na piwko do baru, na fajkę, do toalety, albo w jakieś inne intymne miejsce. My kobiety, wbrew pozorom, nie czytamy w myślach. Jeśli, mając jedną szansę na milondze by wybrać sobie świadomie partnera do tańca, zostaniemy brutalnie spławione, cierpimy znacznie bardziej niż Wy – kolejnej szansy dziś nie będzie!. W tej sytuacji nasze damskie serduszka boleją strasznie, a umiejętności taneczne spadają do poziomu rododendronu. Tragedia...
Jak już wspomniałam we wstępie, powyższy artykuł stanowi jedynie moje własne przemyślenia związane z tematem (a właściwie ich ułamek). Po szczegóły techniczne odsyłam Was do świetnego artykułu Zasady „proszenia i odmawiania” w kulturze tanga argentyńskiego. „CABECEO”. Sama próbuję nakłonić Was do refleksji: Cabeceo to środek do celu. Używajmy go, żeby się dobrze bawić, tańczyć, poznawać ludzi, a nie stresować.

MM
Polecamy:
Wpis ten powstał inspirowany artykułem internetowym Neya Melo. Ten mistrz tanga napisał swój tekst wyraźnie dręczony kalifornijskimi „barbarzyńskimi” obyczajami milongowymi. Wiele problemów, które Melo porusza - moim zdaniem - świetnie kore...
Mistrzowie tanga argentyńskiego
Tango argentyńskie nie ma wiele wspólnego z tangiem turniejowym, jakie można oglądać na przykład w "Tańcu z gwiazdami". Co zabawniejsze, nie ma również praktycznie nic wspólnego z "tangiem argentyńskim", które jest tańczone w tym programie!....
Milongowy kodeks
Parkiet to najważniejsza, centralna część milongi. To niemal mistyczne miejsce, w którym muzyka dzięki tancerzom zamienia się w ruch; miejsce, w którym tancerze przeradzają się w uczucie, a uczucie w piękno? To również tutaj bywamy popychani...
Pozwolimy sobie zamieścić fragment relacji naszego tangowego kolegi Janusza Tworzyńskiego z jednej z warszawskich milong, a dotyczacy spraw nieco bardziej ogólnych.. . "... my w Polsce nie potrafimy tańczyć w małej przestrzeni i w ciasno...
Kurs tanga dla początkujących - Warszawa
Rozpoczynamy zapisy na nowy kurs! poniedziałki i czwartki 18:00-19:30. start: 5. sierpnia 2013 Obenie nie prowadzimy kursów tanga - zapraszamy na stronę, gdzie można znaleźć informacje o zaplanowanych kursach tanga dla początkujących i...
loading
WAŻNE: na naszych strona stosujemy pliki cookie.
Korzystanie z tej strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Twoim urządzeniu końcowym, na co wyrażasz zgodę. Możesz w każdym czasie dokonać zmiany ustawień dotyczących cookies.