6 maja 2012

A co tam słychać w Warszawie?

Skip Navigation LinksTango Querido > Tango Querido > O tangu > Inne teksty > A co tam słychać w Warszawie?
Ocena: 5 (1)
Okres od maja do sierpnia to czas, kiedy nauczyciele z Argentyny pakują bagaże i ruszają na podbój Europy. Wydaje się, że Polska leży trochę na uboczu szlaków ich "wędrówek" i niewiele się u nas ciekawego dzieje. Nie tak dawno, choćby dwa lata temu, praktycznie jedynym miejscem gdzie można było spotkać argentyńskich nauczycieli była Warszawa (w tym czasie często na milongach widziało się dwie, trzy takie pary), obecnie znacznie więcej dzieje się poza Warszawą.

W trasę po Polsce ruszyli nasi ulubieńcy Jose Halfon i Virginia Cutillo: byli już w Kudowie, na tangowej majówce, a w dalszych planach warsztaty: w Warszawie (11-13.05), Gdańsku (1-3.06) i wyjazd na obóz tangowy w Tatry (7-10.06). W Katowicach, już za tydzień, będzie okazja do spotkania świetnej pary Mariangeles Caamano i Bruno Tombari, w Koszalinie odbędzie się festiwal tanga z udziałem par: Mariano Bielak i Paula Gurini oraz Federico Farfaro i Liesl Bourke, Łódź organizuje tangowy wyjazd z Gastonem Torelli i Moirą Castellano oraz drugi festiwal tango-salon, gdzie zobaczymy takie pary jak: Javier Rodriguez i Virginia Pandolfi, Roxana Suárez i Sebastián Achával czy Juan Martin Carrara i Stefania Colina. W Warszawie, na otarcie łez, pojawią się na początku czerwca Martin Maldonaldo i Maurizio Ghella.

Może niewielu mówi to głośno, ale wiele osób w Warszawie uważa, że warszawskie środowisko tangowe jest najsilniejsze i najlepsze. Jest nas coraz więcej, mamy codziennie milongi, mamy wielu nauczycieli, rozwijamy się, dużo tańczymy, dużo uczymy się... No cóż, wystarczy jeden wyjazd poza stolicę, aby zweryfikować to twierdzenie. W czasie wyjazdu do Kudowy każda, absolutnie każda tanda, którą tańczyłem (i co jeszcze ważniejsze, każda tanda, która tańczyła Monika - ja przecież sam sobie wypatrywałem partnerki) była prawdziwą przyjemnością. Tango, a głównie jego jakość, rozwija się poza Warszawą w naprawdę imponującym tempie.

Zawsze uważałem, że aby dobrze tańczyć tango trzeba uczyć się u wielu nauczycieli, poznawać nowe techniki, nowe trendy, no i uczyć się cały czas. Nauka w zamkniętych społecznościach to moim zdaniem poważny błąd, który powoduje, że możemy co najwyżej stać się klonem naszego nauczyciela, a przecież to, co i jak tańczy taki nauczyciel dostosowane jest do jego mentalności, możliwości ruchowych itp. Prawdopodobnie nigdy mu nie dorównamy, jeżeli będziemy próbowali tańczyć w jego stylu. Poza tym, moim zdaniem, na piękno tanga składa się w dużej części nieskończona różnorodność stylów. Wystarczy wyobrazić sobie milongę, na której wszyscy tańczą tak samo - koszmar.
Czasami zdarza mi się usłyszeć zdanie typu "nie muszę się uczyć, prawdziwy tangero ma tango w sobie". Jest może w tym cień prawdy (ale tylko cień), pewna "iskra boża" przydaje się, ale przecież na pewno to nie może być wszystko! Moim zdaniem, w tangu, tak jak w wielu szybko rozwijających się dziedzinach (a tango niewątpliwie jest taką dziedziną), kto stoi w miejscu, ten się cofa. Nawet samodoskonalenie to za mało. Wielu uznanych mistrzów tanga już się o tym przekonało.

Bardzo dużą rolę w naszym (czyli Moniki i moim) tangowym rozwoju odegrały warsztaty z nauczycielami z Argentyny - na pierwsze takie warsztaty poszliśmy po trzech miesiącach nauki i zaraz po nich, dziwnym zrządzeniem losu, zaczęliśmy regularnie tańczyć na milongach. Warsztaty takie były i dalej są dla nas inspiracją. Jakby na to nie spojrzeć w Buenos Aires dzieje się najwięcej. Nowe trendy, nowe idee przychodzą właśnie głównie z Argentyny. Oczywiście doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że nie każdy Argentyńczyk to tanguero, nie każdy tancerz z Buenos Aires jest mistrzem, a nie każdy mistrz powinien brać się za nauczanie. Jest kilku takich "nauczycieli", którzy z mojego punktu widzenia są zwykłymi naciągaczami (z ich punktu widzenia oczywiście nie - oni za drobną opłatą dają się nam cieszyć swoją bliskością i dostarczają nam przeżyć, których na pewno nie zapomnimy do końca życia, a mogliby przecież nie przyjeżdżać i pogrążyć Europę w tangowych mrokach). Ego takich "mistrzów" nie pozwala im nawet przez sekundę pomyśleć, że z nich tacy nauczyciele, jak z koziej d... trąba. Ale to margines - większość uczciwie i z pasją pracuje, aktywni na zajęciach, nie stroją fochów, nie manifestują swojej "niezaprzeczalnej boskości", zależy im na tym, żeby przekazać swoją wiedzę i doświadczenie. Czasami nawet są punktualni(!), co w Argentynie nie jest raczej zjawiskiem powszednim.
Ogólnie rzecz ujmując: lubię warsztaty z Argentyńczykami i chcę brać w nich udział (choć oczywiście nie z każdym nauczycielem i nie za każdą cenę).

Dlaczego tak mało dzieje się w stolicy? Nie mamy festiwalu, warsztaty z zagranicznymi parami zdarzają od wielkiego dzwonu. Co się dzieje? Może organizatorom się nie chce? Z całą pewnością to nie jest powodem, ale, no cóż, nikt nie ma ochoty dokładać do interesu, nawet organizacje "non-profit", jak chociażby Akademia Tanga Argentyńskiego. Prawda jest taka, że na warsztaty z nauczycielami z Argentyny nie ma w Warszawie wielu chętnych. Może są za drogie? Dla mnie dobre warunki takich warsztatów to 50-80 zł za lekcję trwającą 1,5 godziny w grupie 10-14 par. W sumie to niewiele więcej niż chcą polscy nauczyciele. Organizowanie warsztatów na takich warunkach to jednak spore ryzyko - jeżeli przyjdzie tylko pięć par, organizator dołoży do interesu i to solidnie, a więc organizowane są warsztaty tylko z pewniakami i to też niezbyt często.
A może wystarczy, że nasi nauczyciele będą się szkolili? Jest ich przecież coraz więcej, rozwijają się, są coraz lepsi - pouczą się, a potem przeleją tę wiedzę na uczniów. Jest w tym sporo prawdy, ale... po pierwsze nauczyciele nie zawsze mogą iść na warsztaty(choć i tak z reguły robią to znacznie częściej niż inni tanguero, ale nie każdy dzień to Boże Narodzenie, nie każdego roku można jechać na "obóz treningowy" do Buenos), a po drugie to co nauczyciele uczą się na warsztatach przetwarzają przez pryzmat swojej techniki, charakteru czy temperamentu, a to już nie jest to samo. To jakby sprzedaż z drugiej ręki.
Jeszcze parę lat temu można było usłyszeć od nauczyciela przyjacielski tekst typu: "nie idź na warsztaty z Argentyńczykami - jesteś jeszcze za słaby", który mógłby zniechęcić do uczestnictwa w warsztatach - dziś to chyba się nie zdarza, nikt chyba nie jest aż tak krótkowzroczny.

Dlaczego więc w Warszawie jest tak mało chętnych do nauki na warsztatach u nauczycieli z Argentyny? Może arogancja (ich lub nasza), może wręcz przeciwnie, kompleks niższości, może zła atmosfera w środowisku(?), może coś jeszcze innego - nie wiem, ale, mimo że nie jestem organizatorem takich wydarzeń, naprawdę chętnie bym się tego dowiedział.
Polecamy:
Wybierz kurs tanga argentyńskiego dla siebie. Kursy tanga - Warszawa.
Przed wybraniem kursu tanga proponujemy przeczytać artykuły z naszego działu Jak uczyć się tańczyć tango.
Warsztaty tanga w Warszawie
Jak rozpocząć naukę tanga?
Zapiszę się na kurs i będę przychodził raz w tygodniu, a po roku to... ho, ho, ho. Otóż nie do końca tak jest. Tango argentyńskie w rzeczywistości różni się od większości tańców (nie tylko innym zestawem figur, które się tańczy). Na specyfik...
FAQ: Jak tańczyć tango?
Na milondze - w porównaniu z atmosferą lekcji - sytuacja się zmienia, jest inna. Nikt Cię serdecznie nie wita (na ogół), gdy przychodzisz na milongę, nie dostajesz pochwały, gdy zatańczysz prostą figurę...
Warsztaty tanga z Cecilią Piccinni
Cecilia Piccinni to jedna z najlepszych i najsympatyczniejszych tancerek tanga. Występowała na całym świecie na największych festiwalach, pracowała w słynnej szkole Tango Brujo, współpracowała z najwybitniejszymi tancerzami (dając pokazy i ...
loading
WAŻNE: na naszych strona stosujemy pliki cookie.
Korzystanie z tej strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Twoim urządzeniu końcowym, na co wyrażasz zgodę. Możesz w każdym czasie dokonać zmiany ustawień dotyczących cookies.